Nowy adres!

Tak, byłam zmuszona do zmiany platformy. Nowy adres:

http://zlaobywatelka.blogspot.com/

Advertisements

O poczytalności Breivika słów kilka

W piątek zakończył się proces Andersa Behringa Breivika, który w podwójnym zamachu w lipcu ub.r. zabił 77 osób. Wyrok zostanie ogłoszony 24 sierpnia. Przed zakończeniem procesu Breivik w przemowie ocenił ataki jako “barbarzyńskie, lecz uzasadnione”.
 

Komunikat w sprawie wyroku poprzedziło słowo końcowe Breivika. Gdy zaczął godzinną przemowę, na znak protestu salę rozpraw opuściło wiele obecnych na niej osób, w tym bliscy ofiar zamachów i ocaleni.
 

Breivik poprosił sąd o uniewinnienie. Oświadczył, że zamachy w Oslo i na pobliskiej wyspie Utoya, w których życie straciło 77 osób, były “barbarzyńskie, lecz uzasadnione”, ponieważ miały “ochronić Norwegów przed islamem i wielokulturowością”.

“Nie mogę uznać się za winnego. Powołuję się na prawo do samoobrony, bo walczyłem za mój naród, kulturę i kraj” – powiedział.
 

Mówił też, że rządzący w Norwegii socjaldemokraci rozpoczęli w kraju “eksperyment z wielokulturowością”, zezwalając wzorem Wielkiej Brytanii na “masową imigrację” z Azji i Afryki. Jednym ze skutków “wielokulturowego piekła” stały się, jego zdaniem, “szerzenie się chorób płciowych i rewolucja seksualna” kosztem rodziny. Za ideał uchodzą obecnie serialetakie jak “Seks w wielkim mieście”, w których bohaterki “uprawiają seks z setkami mężczyzn” – dodał.
 

“Europejski model demokracji nie działa, potrzebujemy fundamentalnej zmiany kierunku” – oświadczył.
 

W wystąpieniu Breivik po raz kolejny zaznaczył, że nie jest niepoczytalny. “35 z 37 osób, które się mną zajmowały, nie stwierdziło (u mnie) żadnych zaburzeń psychicznych” – mówił.
 

“Historia pokaże, czy zostanę uznany za człowieka, który próbował powstrzymać zło i który dokonał małego barbarzyństwa, żeby zatrzymać większe” – powiedział na koniec wystąpienia.
 

Po przemowie Breivika sąd ogłosił zakończenie procesu i poinformował, że orzeczenie wyroku nastąpi 24 sierpnia.
 

W czwartek prokuratura zwróciła się do sądu o uznanie Breivika za niepoczytalnego i wniosła o przymusowe skierowanie 33-letniego zamachowca na leczenie psychiatryczne w zamkniętym ośrodku.
 

Z kolei jego obrońca Geir Lippestad zaapelował do sądu, by nie przychylał się do wniosku prokuratury i uznał Breivika za poczytalnego.

“Jeśli zakwalifikuje się jego czyny jako czyny człowieka chorego, zostanie mu odebrane podstawowe prawo człowieka do ponoszenia odpowiedzialności za swoje postępowanie” – podkreślił.

(źródło – Gazeta Prawna)

Ja osobiście myślę, iż uznania Breivika za niepoczytalnego najbardziej wymaga Opinia Publiczna. Jest on nacjonalistą. A wiadomo, że w przeciwieństwie do na przykład liberałów, dzisiaj nie wolno być nacjonalistą ani komunistą. Nawet polska Konstytucja tego zakazuje. Oto nasza wolność słowa i poglądów. W ZSRR w psychiatrykach zamykano przeciwników ustroju. Jak widać, niewiele się zmieniło.

Mogę zostać uznana za wariatkę, ale po części się z Breivikiem zgadzam. Czy islamiści, którzy dokonali zamachów w 2004 roku w Madrycie czy w 2005 w Londynie, byli tak piętnowani? Oni to zrobili dla swoich wierzeń, przekonań. Tak samo jak Breivik. W moich oczach islamiści zrobili to w ramach islamizacji, a Breivik dokonał tego w ramach obrony, nie chcąc godzić się na terror islamistów…

Nie dajmy się zwariować politycznej poprawności. Dla mnie Breivik jest poczytalny i doskonale wie, co robił.

Wpis antysemitowski

Debbie Schlussel – żydówka mieszkająca w USA, która ostatnio zasłynęła ze swej awersji do Polaków. W Polsce najbardziej znane są jej słowa:

“Polacy wymordowali miliony Żydów, utrzymywali kilka obozów śmierci i wyeliminowali prawie całą moją rodzinę z obu stron, tak samo jak setki tysięcy innych żydowskich rodzin. To nie byli tylko naziści. To były dziesiątki tysięcy gorliwych Polaków. Obama nie popełnił gafy. Gorliwi polscy kaci zajęli ważne miejsce wśród gorliwych katów Hitlera.”

Dzisiaj zapragnęłam odwiedzić jej stronę internetową. No i właściwie to się nie udało, ale jakoś nie martwi mnie to zbytnio.

Obrazek

Wystarczy wejść na jej stronę na Facebooku (https://www.facebook.com/debbiesfanpage), by zobaczyć, ileż frustracji w tej kobiecie siedzi, ogromna część z jej postów zieje nienawiścią na wszystkie możliwe strony.

Każdego, kto jej nie klaszcze nazywa antysemitą czy nazistą. Jestem cholernie ciekawa, jaka byłaby jej reakcja, gdyby Obama użył słów “żydowski Holocaust”, a na przykład taki Putin przyznał mu rację.
Bo żydzi wszędzie widzą antysemityzm, a czyż to nie oni są tu najbardziej nietolerancyjni? Cały świat jest dla nich antysemitowski, nietolerancyjny i rasistowski (och, kocham, kiedy tego słowa używają ludzie nie będący konkretną rasą, to znaczy, arabowie – to rasa, żydzi – to rasa), a tak naprawdę, w moich oczach, to oni są największymi szowinistami i świętymi krowami. Podobnie jak islamiści. Ktoś skrytykował “Złote Żniwa” Grossa – od razu stał się antysemitą. A taka Pani, jak Irena Sendlerowa nie istniała.

Och, jaka ja jestem nietolerancyjna.

Kokokoko Euro Spoko, piłka leci hen wysoko…

Dziś będzie parę słów o szlagierze, który rządzi polskimi parkietami, ba, ma szansę stać się światowym evergreenem.

I już wszystko jasne.

Pewnego dnia siedziałam sobie przed laptopem, dokładnie tak jak teraz. Zachciało mi się czytać wiadomości, więc włączyłam odpowiednią stronę, a tu jeb! Widzę grupę jakichś wieśniaczek i szokujący podpis – To jest nasz hit na Euro!
Nie odważyłam się włączyć klipu i posłuchać. Już percepcja wzrokowa przekonała mnie, że nie warto ryzykować.

Ale, jak nietrudno przewidzieć, Koko Euro Spoko dopadło i moje uszka. Byłam w lekkim szoku. Folk może być całkiem w porządku, ale w tym przypadku mamy do czynienia po prostu z wiochą. Ale tekst – to dopiero najbardziej opłakany element Koko Euro Spoko. Czytając go, a także słysząc, mam wrażenie, że damy z Jarzębiny kompletnie się futbolem nie interesują oraz nie obejrzały ani jednego meczu. No, może przynajmniej od roku 1974… ;)

Od czasu tego pierwszego wrażenia moje nastawienie nieco się zmieniło. Z całą pewnością o wiele bardziej wolę taką wiejską przyśpiewkę, aniżeli gołe dupy tańczące do umcy, umcy. Ponadto, muszę stwierdzić, że największym plusem Koko Euro Spoko jest to, iż piosenka jest łatwa, rytmiczna i wpada w ucho. Dwa dni temu usłyszałam nasz hit na Euro na weselu (ano!) i od tamtej pory cały czas lata mi po głowie. Głupi, rytmiczny refren i przestajesz myśleć o beznadziejności tekstu.
Nie oszukujmy się – będziemy tę piosenkę śpiewać po kilku głębszych na imprezach. ;)
Tak więc – nie jest źle, Rodacy!

Brudny jak klapa od kibla

Od jakiegoś czasu media grożą brudnymi miejscami. Wszystkie te groźby sprowadzają się do jednego, aż w końcu ciężko stwierdzić, czy taka klawiatura jest brudniejsza od banknotów. Ale na pewno brudniejsza od deski sedesowej! Broń Cię Boże, jej dotykać! To siedlisko bakterii, pneumokoków, grzybów, czysta sodoma i gomora!

Jestem wystarczająco stara, by pamiętać czasy, kiedy dzieciaki całymi dniami bawiły się na dworzu, do domu wracały całe uświnione, ale cóż, takie prawo dzieciństwa. Czasami zdarzyło się, że ktoś połknął guzika. I wtedy dostawał co najwyżej ochrzan od rodziców. Nie musiał jechać na pogotowie. I PRZEŻYŁ!

Dzisiaj zewsząd słyszymy co jest zdrowe, co jest czyste. Kiedyś dziecko mogło być rozpieszczone albo ruchliwe – dzisiaj  wpisuje mu się w papiery Zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) i faszeruje się je lekami – na przykład Adderallem, który składa się z soli amfetaminy; używany jest także nielegalnie przez sportowców jako doping. Większość chorych na ADHD z choroby wyrasta. Niestety skutki stosowania amfetaminy są nieodwracalne.
Druga sprawa – jeżeli człowiek bez przerwy słyszy ile mikrobów  ma wokół siebie, to trudno, aby nie zwariował.
I – pach! – mamy już kolejnego chorego, tym razem na Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne
A ile dziewczyn już zostało pochowanych (w tym moje 2 przyjaciółki) 3 metry pod ziemią, ponieważ oszalały na punkcie chudości, prezentowanej na salonach?

W dzisiejszych czasach nikt nie wpływa na nas tak, jak media; i to nikt inny, jak ów media, są winne za doprowadzanie miliardów ludzi do przesady i obłędu…

Na koniec obrazek z popularnej strony, Demotywatorów – aż dziw, że dostało się na główną tak politycznie niepoprawne dzieło:

Krychnowic piekło

Od jakiegoś czasu głośno jest o dramacie dziewięciolatka przebywającego w szpitalu psychiatrycznym w Radomiu. Chłopiec już w lutym dzwonił na bezpłatną infolinię rzecznika praw pacjenta, skarżąc się na złe traktowanie ze strony personelu oraz na to, że starszy pacjent dotyka go nie tak, jak powinien.

W końcu doszło do tragedii. Dzięki matce chłopca, wyszła na światło dzienne szokująca prawda.
Mimo, że pacjenci oddziałów psychiatrycznych powinni być otoczeni szczególną troską, to nie pierwszy ujawniony skandal z udziałem krychnowickiego szpitala w roli głównej. W ciągu ostatniego tylko roku doszło tutaj do bójki między pacjentkami, w której wyniku jedna z nich zmarła; miesiąc później powiesił się 63-letni pacjent, który miał zalecenie specjalnego nadzoru, w kwietniu br. doszło do śmiertelnego upadku 65-letniej pacjentki ze schodów, a obecnie trwa ów postępowanie w celu wyjaśnienia podejrzeń dotyczących zgwałcenia dwóch chłopców…

Wyrywki raportu sprzed pół roku:

______________________________________________________________________

Jak możemy przeczytać w Gazecie, Zastrzeżeń w protokole było więcej: “Na szczególną krytykę zasługuje wypowiedź Pielęgniarki Naczelnej: jak brudzą, to muszą po sobie posprzątać. Również Pan Dyrektor nie miał nic przeciwko ww. praktyce, wręcz rozwinął wizję angażowania pacjentów w sprzątanie terenu Szpitala”.

Doświadczenia prywatne

Tak się składa, że miałam tę wątpliwą przyjemność być pacjentką tego oddziału. To miał być mój czwarty pobyt na oddziale psychiatrycznym, więc nie byłam zdenerwowana nową sytuacją, czy coś. Było to niedługo po moich siedemnastych urodzinach, skierowanie dostałam z powodu depresji i myśli rezygnacyjnych. Spędziłam tam jedynie 4 dni, bowiem nawet moja Mama była przerażona tym, jak ten oddział na mnie wpłynął.

Podczas przyjęcia na oddział zabrano wszystkie moje rzeczy, nawet ubrania, po czym zabrano mnie do pokoju, w którym miałam przebywać. Nawet nie mogłam się pożegnać z Mamą, która mnie odprowadziła i spędziła ze mną godziny w pokoju przyjęć. Mój pokój – 6 szpitalnych łózek na przestrzeni jakichś 15 czy 20 m². Żadnych szafek, czy innych mebli – nie licząc stolika z krzesełkiem znajdującego się w wejściu, gdzie stale siedział salowy.
Nie wolno mi było przekraczać progu tego pokoju. Kiedy choć próbowałam się na tyle buntować, by się przez ów próg wychylić, od razu szarpano mnie za ramię i pchnięto w stronę łóżka, mówiąc, bym się uspokoiła, inaczej dostanę zastrzyk.
Wyjścia do łazienki? Dwa razy dziennie. Salowy informował nas krzykiem, że kibel otwarty.
Pieszczotliwe określenia ze strony personelu były codziennością. Jak tam, debile?, Pogorszyło się naszym czubkom?, Co ty – pojebany – możesz wiedzieć? – pozwolę sobie zacytować.
Od dziecka moją udręką jest bezsenność, więc wstawanie rano nie jest dla mnie łatwe. Kiedy przyszła pora wstawać, salowy ściągnął ze mnie kołdrę, na co ja zasugerowałam jeszcze minutkę drzemki. Chyba mu się to nie spodobało, bo złapał mnie za kark i po prostu zrzucił z łóżka.
Kąpiele – na szczęście tylko raz w niej uczestniczyłam, bo odbywały się raz lub dwa razy w tygodniu. W łazience bodajże były 3 natryski i jedna wanna. Musieliśmy się rozebrać i myć nie tylko pod okiem pielęgniarki, ale i reszty grupy.
Codziennie na społeczności obliczane były punkty, które można było po paru tygodniach wymienić na dwudziestominutowy spacer. Uzyskiwało się je za dobre sprzątanie oddziału. Natomiast za nieposłuszeństwo (czyli, kiedy nie chciałeś sprzątać) były odejmowanie.
Terapii nie było absolutnie żadnej. Po prostu byliśmy tam zamknięci. Ja całe dnie spędzałam w łóżku, bo cóż tu do roboty, kiedy nie można wyjść z pokoju, jedyne swoje rzeczy, jakie masz, to aktualne ubranie, a nawet nie ma z kim pogadać, bo naprzeciw Ciebie leży upośledzony cygan.
Kiedy jednej dziewczynie pielęgniarze złamali rękę, oczywiście uznano to za nieszczęśliwy wypadek, nie noszący znamion czynu zabronionego.

Moja lekarka, która była ordynatorką owego oddziału, po wybuchu skandalu pół roku temu niemal zaczęła przed moją Mamą płakać, że to oszczerstwa osób upośledzonych psychicznie, przecież one nie wiedzą co mówią, takie oszczerstwa, że ona zabiłaby się, gdyby była słabsza. A ilu pacjentów już zabiło się przez te – jak ona twierdzi – oszczerstwa, składające się z przemocy werbalnej, emocjonalnej i fizycznej?

Obecnie prowadzona jest kontrola. O, ironio – prowadzi ją dobry znajomy ordynatora. Ordynatora, który upiera, się, że najwyżej mogło dojść do molestowania,  oraz, że – uwaga – takie rzeczy się zdarzają. Te ostatnie słowa mocno mnie niepokoją…

Kawa niszczy moje życie!

Kawoholizm. To brzmi tak niewinnie. Na dźwięk tego słowa, przychodzi nam na myśl osoba, która z chęcią delektuje się zapachem i smakiem kawy, każdy ranek zaczyna kubkiem tego napoju.

Niestety, rzeczywistość wygląda inaczej.

W rzeczywistości jest to koszmar. Wprawdzie mówię tutaj o ciężkim uzależnieniu (generalnie, kofeinizm zaczyna się, kiedy spożywamy więcej niż 700 mg kofeiny dziennie (szklanka czarnej kawy zawiera 80-120 mg kofeiny), jakkolwiek, nałóg ten przypomina raczej uzależnienie od leków, czy narkotyków, aniżeli niewinną degustację.

Mój kubek ma objętość 300 mililitrów. Trzy łyżeczki mocnej kawy. Przeciętnie dwadzieścia razy na dzień.

Dla wielu jest to niewyobrażalne, ale niestety, tak wygląda każdy mój dzień. To raczej smutne. A nawet mówiąc wprost – patologiczne…

Tak, dwa albo trzy razy zdarzyło mi się przedawkować. Taki stan odurzenia był o wiele gorszy niż popularny “kac”. Serce nawala jak szalone, czujesz się nadpobudliwy, a jednocześnie możliwości fizycznie nie są wówczas zbyt wielkie – poruszasz się jak mocno pijany.
Miałam ogromną ochotę wymiotować. Ale nie potrafiłam – wsadzałam sobie palec do gardła (przez kilka lat bulimii potrafiłam wywoływać wymioty nawet bez używania palca czy długopisa), a mimo to nie byłam w stanie zwymiotować! To był koszmar!!!

Myślałam już nawet o tym, aby wciągać kawę nosem – wówczas działałaby o wiele mocniej i szybciej. Na szczęście jestem na to zbyt wielkim tchórzem – coś takiego mogłoby spowodować nagłą śmierć.

Mój nałóg trwa już sześć lat. W wieku trzynastu i pół roku stałam się nałogową konsumentką kofeiny. Dzisiaj myślałam o leczeniu odwykowym, ale znów tchórzę. Abstynencja oznacza depresję, a jestem osobą która o depresji wie swoje…

Powiększone źrenice, sińce pod oczami, ziemista skóra – w tym przypadku to nie wynik narkotyków.
To wynik tego, jak kofeina niszczy mi życie…

A ten jakiśtam obrazek z Tumblra  to niestety fakt zweryfikowany…